piątek, 7 sierpnia 2015

Papierologie

Długo nic nie pisałem, a tymczasem na razie postępy dokonały się głównie w papierologii.
I tak :
- w Starostwie w Mińsku braliśmy jakieś mapki i zamówiliśmy mapę jakąś (?)
- z mapką zajechaliśmy do PGE w Mińsku , gdzie powiedziano nam że nie będzie problemów z prądem skoro już tam skrzynka stoi. Złożyliśmy wniosek o podłączenie. Jak wróciliśmy z Martyniki to już przyszła umowa, podpisaliśmy, odesłaliśmy i zonk - na umowie PGE zawarowało sobie, że mają czas na podłączenie prądu do listopada 2016 ! Wtf ? Wszystko stoi tylko wstawić licznik i spiąć jakiś kabel a oni rok czasu na to rezerwują...
Już Agnieszka tam się dobija do kierownika tego bałaganu, żeby wzięli dupy w troki i nabrali przyspieszenia z tym prądem, bo inaczej czeka nas kupno agregatu, a dobry agregat tani nie jest :/

Co tam jeszcze... O geodetach już pisałem ?
Nie wiem czy to kwestia sezonu czy niedoborów kadrowych wśród geodetów, ale na 5 znalezionych tylko jeden nadawał się do współpracy, reszta mnie zlewała i to niektórzy ostentacyjnie (tu niepozdrowienia dla pani geodetki z okolic Pustelnika, szkoda nawet gadać, tak zlewcze podejście do potencjalnego klienta, na którym można zarobić parę tysiaków, to się nie mieści w głowie, no ale cóż - życzę jej dalszych sukcesów z takim nastawieniem).
W końcu Agnieszka skaptowała geodetę z Mińska , który za przyzwoite pieniądze zgodził się zrobić mapkę do celów projektowych i wytyczyć granice.
O co chodziło z granicami ? Ano o ile jeden bok działki mamy już ogrodzony przez sąsiada, który swój teren dokładnie obmierzał, o tyle pozostałe, a zwłaszcza ten który graniczy z polem mogliśmy tylko wyznaczyć teoretycznie na podstawie geoportalu. Podejrzewaliśmy, że sąsiad orając pole przez ileś lat zdążył się worać (w-orać, nie pochodzi od wora) w naszą miedzę na co najmniej metr. A miedza rzecz święta , wiadomo.
Procedura wyznaczania granic jest następująca :
- geodeta bierze w Starostwie plany i zgłasza, że będzie wytyczał granice
- trzeba powiadomić wszystkich sąsiadów pismem i  musi być ogłoszone na stronach Starostwa że takowa procedura będzie dokonywana
- geodeta robi sobie pomiary i ustala dzień okazania granic,  każdy zainteresowany sąsiad ma prawo stawić się na takim okazaniu i zaprotestować oficjalnie , każdy podpisuje się pod protokołem z takiego pomiaru i jeśli wszystko jest ok to geodeta wkopuje betonowe znaczniki i po sprawie.

U nas na okazaniu granic nikt się nie zjawił, więc jedyne co można było zrobić to wbić drewniane paliki, podpisaliśmy protokół i oficjalne pomiary zgłaszane są do urzędu. Od teraz ten komu nie podoba się granica może na własny koszt dochodzić swojej prawdy.

Ostatecznie to wyszło, że nasze granice, mimo braku jakichśtam stuprocentowo pewnych punktów orientacyjnych i mimo że ostatnie mapy lotnicze pochodziły z lat 60-tych zgadzają się mniej więcej z tym co mamy na działce i sąsiad ora swoje pole. Tym sposobem można stawiać ogrodzenie.






poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Ciąg dalszy poniedziałku

I zapomniałbym o innych istotnych sprawach z dnia dzisiejszego :
Po pierwsze : odezwał się pan geodeta.
Z dobrymi wieściami , bo okazało się, że nasz sąsiad, ten od drewnianego domku, który budzi naszą (a na pewno moją) zazdrość, robił w 2007 jakieś pomiary czy też podziały , które udokumentowane są gdzieś w "starościńskich"(*) lub "starostwowych"(*) zasobach mapowych , powstały protokoły z tych pomiarów i w związku z tym istnieje świetny punkt odniesienia do wytyczenia granic naszej działki.
Bo obecnie to na oko oceniamy, a podejrzenie jest że sąsiad mógł trochę wyorać nieswojego pola - tak przynajmniej podaje e-mapa i geoportal.
Za takie "nieprotokolarne" wytyczenie punktów granicznych pan geodeta pobiera 500 zł. Nieprotokolarne nie znaczy nielegalne, tylko takie, że nie są z tych pomiarów nanoszone wyniki do urzędu, a jedynie dostajemy informację na twarz , paliki w miedzę i wiemy, że w tym a tym punkcie matki ziemi stoi za nami PRAWO.
Normalnie usługa wynosi 1500-2000zł.

Po drugie :
przyszły oferty na płytę fundamentową. Lekko zwalają z nóg, ale o tym może w następnym wpisie.

(*) - dla purystów językowych:
oczywiście nie istnieje przymiotnik od słowa starostwo , a jedynie od słowa starosta , dlatego w cudzysłowach, ale o tym wszystkim najlepiej dowiecie się od dr Katarzyny Kłosińskiej , adiunkta w Instytucie Języka Polskiego na UW oraz sekretarza Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN, kliknij tu
Link prowadzi do strony web, a potem trzeba kliknąć to co wskazuje strzałka :








Kontakt z tartakami

Tartaki to takie coś co mi się wydawało, że wygląda inaczej i działa inaczej, ale pewnie dlatego że za dużo się książek czytało.

Pamiętając, że po drodze do Ołdakowizny mijaliśmy co najmniej 3 tartaki pognałem tam dzisiaj motorem, żeby się dowiedzieć, czy nie mają na zbyciu kilkudziesięciu okrąglaków, które dałoby się wykorzystać na ogrodzenie.
W pierwszym ledwo stojący na nogach chyba szef powiedział, że oni taką drobnicą się nie zajmują, żebym jechał gdzieś do za Poświętne szukał Cygana, drugi tartak - zamknięty na głucho, trzeci też (po kiego to trzymać jakieś paskudne szyldy, skoro działalność już nie istnieje to tylko jegomość właściciel raczy wiedzieć), ale mi jakiś dziadek na rowerze powiedział że jeszcze jest tartak "na Azonce, jak się na Stanisławów leci".
To poleciałem. I przeleciałem, bo te "na Azonce" to było "na Rządzę", rzeczywiście przy drodze do Rządzy po paru kilometrach jest jakiś tartak. Ale niestety tam też robią tylko "na kant", a w sprawie słupków trzeba udać się do Wólki Dąbrowickiej i szukać pana Stępnia , ksywa Cygan.

Koniec końców dotarłem do rzeczonego Cygana, całkiem sympatycznego gościa, z którym postałem i pogadałem ze 20 minut ( o motorach między innymi również, bo się okazało że posiadacz jakiejś 125-tki) i dowiedziałem się, że :
- ten kto bierze drzewo z lasów państwowych to nie ma tanio, bo lasy robią biznes.
- pan owszem ma okrąglaki i zajmuje się ich obróbką, ale za tyle co stemple budowlane to mi ich w życiu nie sprzeda, bo mu się nie opłaci (sprzedawałby za mniej niż brał z lasu).
A ja się dziwiłem, że na Allegro tyle stempli sprzedają po 3.5 zł, po 4.5 zł/szt - wyjaśnienie jest proste, albo mają swoje drzewo albo komuś wycięli , bo już las sprzedaje je po więcej niż 4 zeta.
Finalnie stanęliśmy na 8 zł za sztukę , z dowozem na miejsce.
Nie wiem czy wezmę, może znajdę coś tańszego, jakieś używane które ktoś sprzedaje, tylko nie bardzo mam czym to zwieźć, a tu opcja transportu była kusząca. I baliki konkretne , zdrowe i proste a nie jakieś barachło postemplowe.
Tylko budżet bym przekroczył, bo zakładałem że te 200 metrów ogrodzenia będzie nas kosztować do 1000 zł , a nie 1500 :(

A oto traska dzisiejsza moja :



Wyświetl większą mapę


Jako że w tym blogu będzie cały czas o cenach , zastanawianiu co tańsze, targowaniu itd. (bo nie mamy kasy , żeby powiedzieć "proszę mi tu i tu postawić pałacyk z basenem , a tu zrobić kleksa w postaci skałek z kanionu Colorado"), więc podaję cenę tarcicy 10x10 :
700 zł/m3 , czyli metr bieżący 10cm na 10cm kosztuje 7 zł.
Przyda się jak będę stawiał szopę. Inwestorka w tę szopę nie bardzo wierzy, ale prędzej powstanie ta szopa  niż zawiśnie wiecha na nowej chałupie. Nie to, żebym był pesymistą , ale taką podwyżkę dali mi teraz w firmie, że nawet na jeden słupek ogrodzenia mi nie wystarczyło.


niedziela, 26 kwietnia 2015

Pierwszy szpadel

Dzisiaj dokonaliśmy w Castoramie pierwszych zakupów ukierunkowanych konkretnie na naszą działkę :
- szpadel prosty Fiskars Ergo (69.98 zł)



Zaszaleliśmy, zwykły szpadel można było wziąć za niecałe 30 zł, ale ten podobno jest Pro, a że zamierzamy (właściwie : "zamierzam") wykonywać dużo roboty własnymi ręcami to muszę mieć porządne narzędzie. No, zobaczymy jak się sprawdzi, nie omieszkać opisać.

oraz drugi niezbędny za chwilę przyrząd :
- świder 17cm do wiercenia dziur w ziemi (69.98 zł).  To już jakiś szajs, mam nadzieję że da radę wywiercić te 100 dziur jakie są nam potrzebne pod ogrodzenie.
Świder jak świder, nie ma co komentować, ale ku potomności pokażmy jak toto wygląda :

W tym tygodniu może uda się ruszyć z kopaniem, bo wiosna się kończy a my w lesie.

sobota, 21 marca 2015

Prolog

Skąd wziął się pomysł na tzw. "działkę" ?
Wydaje mi się, że to mama zasiała to ziarno. Że niby we wsi jakaś piąta woda po kisielu chce sprzedać po ojcu chałupę z obejściem, czyli stodołą,chlewem i kawałem ogrodu.
No. Fajnie.
Tylko cena wg wsiowych plotek chodziła 35 tys. a okazało się, że to jest 120 tys. Obejrzałem to i... ziemia ze stodołą nie jest tyle warta. Bo tylko stodoła , mimo że jednowierzejowa, do czegoś się nadawała, reszta do zrównania.
Wiem, że sentyment itd., ale pani ciotko daleka, jeśli pani mnie czyta - nikt tego za takie pieniądze nie kupi, bo ta drewniana chałupa bez ogrzewania , bez wody i bez kibla jest warta tylko tyle co plac pod nią.
Ale ziarno trafiło na podatny grunt i pomyśleliśmy, żeby działek poszukać może w internecie.

Ile ich obejrzeliśmy ? Nie chce mi się liczyć, ale mam swoje typy :
- Ołdakowizna I , czyli działka naprzeciw sołtysa, 2000m2 za 42 tys. (ale już ładnie oczyszczona z krzaczorów, ze skrzynką energetyczną, wodociąg 3 metry dalej)
- Ołdakowizna II, czyli prawie hektar ziemi rolnej z których dziadek na jesieni chciał wyprzedawać po 8 zł za metr i wydzielać , a w końcu puścił hurtem komuś kto kupił wszystko. A my tak się do tego przywiązaliśmy, że jeździliśmy tam jak do siebie i nieomal wirtualnie domek postawiliśmy.
Jak się okazało, po nowym roku, że sprzedane to chyba mieliśmy największą scysję na przestrzeni 5 lat :) No ale trudno , poszło i nie wróci.
- Ołdakowizna III - to był mój typ, czyli działka 4500m2 za jakieś 45tys. na Rządzą.  Agnieszce się nie spodobała, a mi bardziej niż wcześniejsze, bo bardziej na uboczu i przy rzece. Niestety - też poszła szybko i chyba niektórzy potem żałowali...
- Ołdakowizna IV - to była ziemia z potencjałem, od tego samego dziadka co wszystkie poprzednie Ołdakowizny, ale niestety miała jeden feler - była zakwalifikowana jako leśna. Do działki należało też 6000m2 łąki zalewowej, no ale pomysł hodowania wikliny padł, bo budowanie w lesie to droga przez mękę.
- ABRAMY. Prawie jak abrakadabra. To był mój mocny typ. Działka duża , 5000m2, tylko niewymiarowa, 22 x 250 m :) Ale za to na uboczu, prąd i wodociąg przy działce, sarny na własne oczy widzieliśmy jak hasały, lasy wokół. Dla mnie ideał, dla Agnieszki - za daleko i za wąsko.
A ekspozycję miała świetną, cały front na południe mógł być...
- Kupientyn. Działka "niemal" nad zalewem. Wady : wąska (17m), bez dojazdu (ledwo Krową tam wjechaliśmy przez błoto), bez wody i bez prądu (200 metrów i raczej bez szans na podciągnięcie). Zalety : widok i cisza. Mi się podobało, Agnieszka dostawała dreszczy i spazmów na samą myśl o tej ziemi.
Działki pokazywane przez Jolkę - nie uwzględniam, bo nie byłem na nich co najmniej 10 razy, nie poleżałem na nich gapiąc się w niebo, ale też były fajne.

No i tak trafiliśmy na Sołki. To znaczy trafiła na nią Inwestorka gdzieś na OLX-ie i podejrzewam że od 21 marca to był typ na którym się zafiksowała, a wkrótce i zakupiła. (niby mnie poinformowała, ale to było na zasadzie - idę do notariusza, nie czekaj z obiadem).

A oto i ona w całej krasie podczas pierwszego pobytu ( w tle piękna chałupka sąsiada i nasza Krowa):



Działka była kiedyś ziemią uprawną, więc oprócz jakichś samosiejek sosnowych , brzózek i jakiejś trawy nic na niej nie rośnie.

A tu dumna właścicielka :


oraz człowiek od brudnej roboty i jego ponad dwudziestoletni Trampek :

No i tym sposobem mamy swoje własne z nikim nie dzielone 3 tysiące metrów na tym łez padole ! :)